Rok na emigracji

21 sierpień, 2007 at 20:05 (Niecodziennik)

Za dwa dni mam egzamin poprawkowy, tradycyjnie więc robię wszystko byle się nie uczyć - dzisiaj pisanie bloga ;).

Wydaje mi się, że dziś (lub wczoraj, albo jutro) mija rok mojego pobytu w Danii. Właśnie ok. 20 sierpnia 2006 (dokładnej daty nie pamiętam) pełen nadziei i niemożliwych do zrealizowania oczekiwań wsiadłem wraz z Lestatem i Włosem do autobusu i pożegnałem się z ojczyzną - jak na razie - na dobre. Czas szybko mija i wiele się wydarzyło, ale jakoś dziś nie mam siły na podsumowania -to temat na osobną, długą notkę, którą napiszę jak będę miał więcej czasu, a której i tak nikomu nie będzie chciało się czytać :].

Z innych ciekawych rzeczy, które się ostatnio wydarzyły najciekawszą był chyba wypad do utęsknionej ojczyzny. Wstawałem pół czerwca i cały lipiec jak zombie o 3:40 rano i jechałem na rowerze 10 km żeby zdążyć do fabryki. A wszystko po to, żeby móc wziąć 2 tygodnie urlopu, pojechać do Polski i spłukać się do cna ;). Tak czy owak wizyta była nad wyraz udana. Zaczęło się już pierwszego dnia chlaniem z Włosem, Lestatami i - chwilowo – Maczem i psem. Następnego dnia koncert Odwrotnie – w samo południe, na starym rynie w Łodzi. Profesjonalna konfenansjerka oraz ciasno zgromadzona pod sceną publiczność zapowiadała wysoki poziom całego widowiska. I tak też było bo wyszło to nadspodziewanie dobrze, przynajmniej w warstwie nagłośnieniowej – przyznam, że po obejżeniu “mini koncertu dla znajomych” z sali prób, miałem raczej niskie oczekiwania ;). Nie zmienia to faktu, że bend to już zupełnie co innego niż to co robiliśmy, gdy jeszcze z nimi grałem i przypuszczam, że gdybym nie wyjechał z Polski, to muzyka byłaby troche inna (czy lepsza? – nie wiem), aczkolwiek pewnie nie obeszłoby się bez scysji… ;) Jest zresztą dokumentacja video dostępna na youtubie. Podsumowując jednak zajebista atrakcja i cieszę się, że udało mi się akurat trafić z przyjazdem do Polski na ich koncertowy debiut, a także zobaczyć wszystkie, dawno nie widziane twarze. Potem był Przystanek Woodstock, na którym - jak co roku - nie grało nic interesującego poza TYPE 0 NEGATIVE!!!! Nie jestem może wielkim fanem, ale szacun do bendu mam. Teraz nienawidzę siebie i chcę umrzeć ponieważ ten jedyny koncert, który chciałem zobaczyć najzwyczajniej w świecie przegapiłem :( ;( ;\ :/ :C. Co prawda nagłośnienie mieli tak potężne, żę w namiocie wszystko słyszałem doskonale, a ziemia drżała jak galareta w bardziej basujących momentach, ale mimo wszystko to nie to. Poza tym drobnym incydentem jednak, Drewnoskład - choć w tym roku krótki - uważam za wyjątkowo udany i z takich i owakich przyczyn będę go miło wspominać ;). Warto jeszcze wspomnieć, że mimo zapowiedzi, zebrała się całkiem pokaźna ekipa na ten wyjazd, choć skromniejsza niż w latach ubiegłych, to liczniejsza niż się spodziewałem.

Po  Woodzie przyszedł czas na posiedzenie troche w domu i użeranie się z załatwianiem na szybko samochodu. Na szczęście akcja zakończyła się sukcesem i wszedłem w posiadanie Renault Clio 1,2 z ‘95 roku z – uwaga – SZYBERDACHEM! :P Mniej zachwycająca wiadomość to taka, że szyberdach przecieka, co w Krainie Deszczowców może być uciążliwe (chociaż, odpukać, ostatnio mu przeszło). Autko spaliło na trasie do dk ok 6 litrów na setkę, więc podróż wyniosła mnie w przybliżeniu tyle, co bilet autobusowy, a nie musiałem podróżować w towarzystwie bandy pijanych roboli jadących na saksy (przykre, ale prawdziwe :( ). Jak będzie ładna pogoda to trzasnę fotę i wrzucę.

W ten właśnie sposób wydałem wszystkie zarobione w pocie czoła pieniądze, a cała zabawa z zakupem autka zajęła mi zdecydowanie za dużo czasu. Nie byłem przez to u rodziny w Krakowie i nie zrobiłem paru innych rzeczy… Apropos Krakowa, chciałbym pogratulować mojej siostrzyczce dostania się na studia w tym pięknym mieście! :) :* Zazdroszczę.

Wyjazd zakończył się kilkoma miłymi wieczorami w bardzo miłym towarzystwie :]. Brakowało mi tego…

No a potem spakowałem manaty i 14 godzin w samochodzie i jestem znowu w Aarhus. Prawdą jest, że wizyty w Polsce zaczynają mi się kojarzyć z czasem wolnym i z relaksem, więc zaczynam nieco idealizować, bo tu w Danii jest robota i niedługo szkoła, ale mimo wszystko – było super i mam nadzieję, że uda mi się to wkrótce powtórzyć. Cały czas zadaję sobie pytanie, co zrobię za te pół roku – rok, gdy (hopefully) skończę studia i trzeba będzie zdecydować co dalej… Ale to temat na później.

Oczywiście cały czas czekam na wszystkich, którzy obiecali, że mnie odwiedzą tutaj w DK – liczę, że dotrzymacie słowa :P. Tymczasem trzeba wyjść na miasto, bo jutro dużo nauki.

Pozdrawiam.

Napisz komentarz