Koncert szkoły muzycznej
W Århus jest szkoła muzyczna. Jest jedna akademia muzyczna która kształci profesjonalistów, po wyjściu z niej mamy oczywiście dyplom i dostaniemy pracę w każdej orkiestrze/radiu/zespole na świecie, jednak aby się do niej dostać, trzeba mieć ogromny muzyczny background od dziecka (i nie tylko zapewne). Dla tych, którzy za późno zorientowali się co dla nich w życiu jest najważniejsze jest druga szkoła gdzie przez pół roku uczy się gry z zespołem w stylach takich jak rock, reggae, salsa itp. Egzamin wstępny z tego co wiem polega na zbadaniu wyczucia rytmu i odtworzeniu kilku konkretnie wymaganych zagrywek. Niestety szkoła jest płatna. No i jest po duńsku. Dlatego jeszcze troche czasu mi zejdzie zanim będę mógł tam uderzyć, ale po magisterce taki będzie chyba mój plan.
W każdym razie wczoraj byliśmy ekipą na koncercie zespołów z tej szkoły, albowiem nasz sąsiad i przyjaciel Rasmus kształci się w niej i gra w jednym z tych bendów. Grało 5 zespołów i muszę powiedzieć, że kolejny raz mnie zatkało… Pełen profesjonalizm, żadnej amatorszczyzny, bezbłędnie zagrane i dobrze brzmiące nawet w zestawach gdzie grało 6 osób (bo były klawisze, sekcja denta itd.). Wcale nie z powodu sąsiedzkiej przyjaźni muszę powiedzieć, że band Rasmusa skopał dupy najmocniej, chociaż ludzie chyba najlepiej bawili się na ostatnim zespole prezentującym muzykę ala-afrykańską – nie znają się :) albo byli już w najlepszej fazie upojenia alkoholowego. Rasmus & co. zaproponowali dziwaczną wersję psychodelicznego rocka z ciekawymi elementami w metrum i akcentowaniu fraz. Czasami zabierało mi trzy refreny zanim zorientowałem się w którym momencie trzeba machnąć banią :P. Uwielbiam takie zaskakiwanie słuchacza. No i dwie blond-wokalistki w tym jedna grająca na wielkim bębnie też dodawały całości uroku i powabu ;).
Ogółem jeśli chcesz grać w zespole w Århus to musisz przygotować się na naprawdę srogą konkurencję, ale wydaje mi się, że możliwości rozwinięcia się tutaj są zachęcające. Być może wynika to wszystko z długiej jazzowej tradycji tego miasta, a może z łatwiejszego dostępu do sprzętu i czasu, który można przeznaczyć na ćwiczenia. Nie ważne, bo liczy się efekt, a ten jest moim zdaniem ponadprzeciętny. Dozoo.
Nowa banda
Dzisiaj wpis z serii “co umie”. Zapraszam do lektury. Otóż z całą pewnością nadzwyczaj interesująca wyda Wam się wiadomość, że mam przegwizd w szkole. Ostatnich kilka dni spędziłem wyłącznie ślepiąc się w monitor i próbując rozgryźć meandry kompilatora Javy. Przedmiot ten to zaprawdę nie przelewki, zwłaszcza gdy trafisz na cienką grupę. W mojej grupie jest jeden Duńczyk, który nie robi nic oraz jeden ex-Chinczyk, który robi całkiem dużo, ale podobnie jak ja, informatycznym geniuszem się nie wykazuje. Dlatego, mimo iż podszedłem do zagadnienia z dużymi ambicjami, teraz musiałem zmniejszyć treshold i mieć po prostu nadzieję na zaliczenie przedmiotu.
Druga sprawa to moja praca mgr. Jak można się domyślać, nic jeszcze nie napisałem, ale przygotowania idą naprawdę dobrze. Co tydzień (prawie) mam rozmowę z promotorem i daje mi różne rzeczy do przeczytania i sprawdzenia, więc kiedy zabiorę się wreszcie do sedna roboty, czyli pisania (jak mniemam będzie to na przełomie 07/08) to powinno pójść łatwiej niż wymyślanie tematu pracy w PL. No ale zobaczymy.
Trzecia i najbardziej ekscytująca dla mnie sprawa, to że coś się zaczyna kręcić w dziedzinie muzyki. Namely jutro mam pierwsze jam session z basistą i drugą gitarzystką/wokalistką. Basista to z tego co wiem bad-ass, muzykuje od 16 lat, jest w połowie ze Stanów, w połowie z DK i ma dużo tatuaży. Gdyby już tylko to nie świadczyło jak wspaniale musi grać na basie, to w produkcji jest właśnie płyta jego zespołu, z którym grał w juesej i ponoć produkuje ją nawet jakieś znane nazwisko… Gitarzystko/wokalistka to miła dziewczyna z Francji, która kilka lat uczyła się grać na fortepianie, a potem sama sięgnęła po gitarę i również ma już jakieś tam doświadczenia z grą w zespołach. Trochę się obawiam, że taki barszcz jak ja może za nimi nie nadążyć, no ale warto spróbować. Oboje poznałem oczywiście nigdzie indziej tylko tam gdzie poznaje się wszystkie interesujące osoby czyli w IKEI :P. No i jest jeszcze perkusista ale o nim nic na razie nie wiem. W każdym razie cała sprawa strasznie mnie kręci. Co prawda nie wiemy jeszcze co chcielibyśmy grać, ale ja jestem gotów w tej chwili uderzyć w cokolwiek byle sobie porzympolić. Była zresztą jakaś mowa o jazzie i choć nie wiem czy czuję się na siłach, to na pewno byłoby to interesujące doświadczenie. A może wyjdzie coś nowego? Progresywny stoner-jazz to byłoby coś! ;]
A może okaże się, że nie umiem grać i po jutrzejszej próbie podziękujemy sobie?
Dobrze, jestem pewien, że ten fascynujący wpis sprawił, że już nie możecie doczekać się następnego, ale tymczasem idę spać, bo właśnie wróciłem z roboty. Farvel.
Życie bywa dziwne…
Czasem życie pozwala Ci złapać się za palec…
Czasem tam, gdzie się tego najmniej spodziewasz…
I czasem gdy czujesz, że już nic Cię nie ruszy, że jesteś skałą, że umarłeś w środku i masz to wszystko obok, przypomni Ci, że to nie Ty kontrolujesz sytuację, tylko sytuacja Ciebe, i że nie uciekniesz i nie schowasz się przed nim choćby na końcu świata…
A potem życie cofa rękę.
I znów wszystko wraca do porządku i do normalnego stanu, gdzie znów tkwisz w szarej codzienności, tylko masz nowe uczucie, że czegoś brakuje Ci bardziej niż przedtem, a wszystko co Cię otacza staje się jakieś takie puste.
Dziwnie, gdy skrajne uczucia w jednej chwili mieszają się ze sobą…
A może…?