Nowa banda
Dzisiaj wpis z serii “co umie”. Zapraszam do lektury. Otóż z całą pewnością nadzwyczaj interesująca wyda Wam się wiadomość, że mam przegwizd w szkole. Ostatnich kilka dni spędziłem wyłącznie ślepiąc się w monitor i próbując rozgryźć meandry kompilatora Javy. Przedmiot ten to zaprawdę nie przelewki, zwłaszcza gdy trafisz na cienką grupę. W mojej grupie jest jeden Duńczyk, który nie robi nic oraz jeden ex-Chinczyk, który robi całkiem dużo, ale podobnie jak ja, informatycznym geniuszem się nie wykazuje. Dlatego, mimo iż podszedłem do zagadnienia z dużymi ambicjami, teraz musiałem zmniejszyć treshold i mieć po prostu nadzieję na zaliczenie przedmiotu.
Druga sprawa to moja praca mgr. Jak można się domyślać, nic jeszcze nie napisałem, ale przygotowania idą naprawdę dobrze. Co tydzień (prawie) mam rozmowę z promotorem i daje mi różne rzeczy do przeczytania i sprawdzenia, więc kiedy zabiorę się wreszcie do sedna roboty, czyli pisania (jak mniemam będzie to na przełomie 07/08) to powinno pójść łatwiej niż wymyślanie tematu pracy w PL. No ale zobaczymy.
Trzecia i najbardziej ekscytująca dla mnie sprawa, to że coś się zaczyna kręcić w dziedzinie muzyki. Namely jutro mam pierwsze jam session z basistą i drugą gitarzystką/wokalistką. Basista to z tego co wiem bad-ass, muzykuje od 16 lat, jest w połowie ze Stanów, w połowie z DK i ma dużo tatuaży. Gdyby już tylko to nie świadczyło jak wspaniale musi grać na basie, to w produkcji jest właśnie płyta jego zespołu, z którym grał w juesej i ponoć produkuje ją nawet jakieś znane nazwisko… Gitarzystko/wokalistka to miła dziewczyna z Francji, która kilka lat uczyła się grać na fortepianie, a potem sama sięgnęła po gitarę i również ma już jakieś tam doświadczenia z grą w zespołach. Trochę się obawiam, że taki barszcz jak ja może za nimi nie nadążyć, no ale warto spróbować. Oboje poznałem oczywiście nigdzie indziej tylko tam gdzie poznaje się wszystkie interesujące osoby czyli w IKEI :P. No i jest jeszcze perkusista ale o nim nic na razie nie wiem. W każdym razie cała sprawa strasznie mnie kręci. Co prawda nie wiemy jeszcze co chcielibyśmy grać, ale ja jestem gotów w tej chwili uderzyć w cokolwiek byle sobie porzympolić. Była zresztą jakaś mowa o jazzie i choć nie wiem czy czuję się na siłach, to na pewno byłoby to interesujące doświadczenie. A może wyjdzie coś nowego? Progresywny stoner-jazz to byłoby coś! ;]
A może okaże się, że nie umiem grać i po jutrzejszej próbie podziękujemy sobie?
Dobrze, jestem pewien, że ten fascynujący wpis sprawił, że już nie możecie doczekać się następnego, ale tymczasem idę spać, bo właśnie wróciłem z roboty. Farvel.